poniedziałek, 8 października 2018

Improwizacja i leszcze z Bugu


Standardowy plan piątkowy wygląda tak: Wychodzę z pracy, siadam w auto i Wisłostradą jadę do Centrum Wędkarstwa na zakupy. Później już prosto nad Bug w poszukiwaniu wędkarskich przygód. Lecz poprzedniego piątku wszystko się posypało. Tunel na Wisłostradzie zamknięty. Korek długości nieskończonej. Musiałem uciekać w drugą stronę. Nie znalazłem po drodze sklepu wędkarskiego i zostałem na weekend bez przynęty, która na Bugu robi dobrą robotę – białych robaków.
DSC_0163.JPG
Ale nie poddałem się. Wróciłem myślami do czasów dzieciństwa kiedy nad wodę biegłem z samymi wędkami a przynętę znajdowałem na miejscu, Zazwyczaj rosówki, pijawki, ślimaki ale też wszelkie inne robactwo włącznie z konikami polnymi. Postanowiłem wstać w sobotę rano pojechać nad wodę i znaleźć sobie przynętę.
DSC_0112.JPG
Nad Bugiem byłem o wschodzie słońca. Kilku wędkarzy już było na stanowiskach a jeden miał już na swoim koncie leszcza. Szybko wypakowałem saperkę i zacząłem grzebać w poszukiwaniu robaków. Niestety wszechobecna susza i piaszczysta gleba nie wróżyły nic dobrego. Po przekopaniu hektara pastwiska stanąłem z nietęgą miną. Zrezygnowany rozejrzałem się dookoła i zauważyłem coś co tchnęło okruszek nadziei. Krowi placek. Jako dzieciak miałem z nimi styczność i pamiętam, że lubiły w nich siedzieć rozmaite robaki. Podważyłem saperką pierwszy suchy kawałek i to był strzał w dziesiątkę. Tłuściutkie pędraczki długości 1-1,5cm dojrzewały skulone na ziemi. W mgnieniu oka nazbierałem kilkanaście sztuk.
DSC_0114.JPG
Rozpakowałem wędki, na haki założyłem po 4 dorodne sztuki i posłałem do wody blisko brzegu. Rozsiadłem się na krześle wyjąłem aparat by o poranku cyknąć parę fotek i kontem oka zobaczyłem, że szczytówka MVDE Method Feedera zaczyna znacznie się uginać. Zaciąłem i szybko wyholowałem pierwszą sztukę. Leszcz 49 cm w podbieraku. Po chwili zjawia się jeden z sąsiadów wysłany przez resztę na zwiad. Na pytanie na co łowię usłyszał prawdę "robaki z krowiego placka" to była krótka rozmowa bo po mojej odpowiedzi szybko odmaszerował mamrocząc pod nosem.
Ja zarzuciłem wędkę i znów przysiadłem na krzesełku. Jeszcze się siedzisko nie zagrzało a tu branie na pickerze. Kolejna ryba na koncie tym razem tylko 40cm leszcz. Szybko schodziły mi moje pędraczki więc poszedłem rozgrzebać jeszcze kilka placków. Nie pod wszystkimi były pędraki ale nazbierałem ich spora ilość. Do tego zauważyłem pod nogami całe ziarno kukurydzy a to kolejna świetna przynęta.
DSC_0165.JPG
Po dwóch godzinach łowienia miałem na koncie kilka sztuk w przedziale 35-40cm i jednego 49. Koledzy obok mieli jednego leszcza i kilka krąpi. Po krótkiej przerwie w braniach kolejne silne ugięcie szczytówki na pickerze. Zacięcie i tym razem do podbieraka trafia leszcz 52 cm. Chwilę później kolejny wysłannik przychodzi przeprowadzić wywiad z pytaniem na co łowię. Ja uparcie swoje, że na robaki z krowiego placka. Ale tym razem poderwałem się z krzesła z pudełkiem żeby pokazać, na co łowię aby nie denerwować wędkarzy tubylców. Uśmiał się człowiek i poszedł z opowieścią do reszty. Chwilę później zaczęło mocno padać i dało mi znak do odwrotu.
DSC_0817.JPG
Wyprawę zaliczyłem do bardzo udanych. Nie była może najbardziej obfita w ryby ale znów poczułem się jak dziecko łowiąc na przynęty znalezione nad wodą. Trochę w tym pośpiechu życiowym i dążeniu do wygody zapomniałem, że łowienie ryb nie musi się kończyć wraz z zamkniętym sklepem z przynętami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz