środa, 1 sierpnia 2018

Złe dobrego początki – łowienie między deszczem a ulewą.


W czwartek dowiedziałem się, że moje plany weekendowe nie wypalą. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Zadzwoniłem do brata i umówiliśmy się na nocną wyprawę na ryby.
Prognozy pogody nie zachęcały ale przecież to lipiec i nie może być źle zwłaszcza, że do południa w sobotę było znośnie.
DSC_0544.JPG
Na miejscu okazało się, że jednak może być źle.
Nad Wisłą byliśmy około godziny 17. Postawiliśmy samochód przed wałem i poszliśmy za wał zobaczyć czy nasze miejsce jest wolne. Zawsze ten moment sprawdzania czy miejsce jest wolne budzi we mnie niepokój. Tym razem okazało się, że mamy szczęście i łowisko jest puste. Wzięliśmy część rzeczy i zanieśliśmy na miejsce aby je zająć. Później objechałem wał aby dojechać jak najbliżej wody by w razie ulewy schować się w samochodzie. Wszystko szło zgodnie z planem. Na wypadek deszczu wzięliśmy nawet plandekę, która miała nas i nasz sprzęt chronić przed zmoknięciem. W trakcie stawiania dachu zerwał się mocny wiatr. Był tak silny, że z ledwością we dwóch mogliśmy utrzymać rozpostartą plandekę. W momencie kiedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że dach się nie utrzyma porwało mi czapkę i wrzuciło do Wisły. Na szczęście udało się ją wyłowić. To że była cała mokra nie miało znaczenia w kontekście późniejszych wydarzeń. Chwilę później zaczęło padać. Nasze rzeczy rozłożone po okolicy a tu deszcz. Szybko złożyliśmy wszystko w jedno miejsce przykryliśmy i obłożyliśmy kamieniami aby nic nie odfrunęło sami mokrzy uciekliśmy do samochodu.
DSC_0547.JPG
Po pół godziny nudzenia się w aucie, deszcz zelżał i mogliśmy wrócić na łowisko. Tym razem udało nam się zmontować zestawy, zanęcić łowisko i zarzucić wędki. Teraz tylko oczekiwać na pierwsze branie. Brania się nie doczekaliśmy a znów zaczęło lać. Kolejna przebieżka do samochodu. Kolejne 20 min w samochodzie. Gdy tylko zaczęło się przejaśniać znów pełni nadziei zaczęliśmy łowić. Nawet udało nam się złowić parę drobnych krąpi i kleni. Zanim rozkręciliśmy się na dobre znów zaczęło padać. Po kolejnym pobycie w samochodzie stwierdziłem, że pora się posilić. Odkryłem plandekę i sięgnąłem po reklamówkę z jedzeniem. W momencie kiedy jej dotknąłem z reklamówki zaczęły uciekać myszy. Pierwszy wyjąłem chleb, był cały pogryziony, kiełbasa cała w mysich odchodach. Jedynie dwa batony zostały nienaruszone – cały nasz prowiant na nockę i pół kolejnego dnia. Jeszcze nie zdążyłem przetrawić tej sytuacji z myszami jak znów zaczęło padać. Straciłem nadzieję, już byłem gotowy wracać ale brat ciągle powtarzał, że jutro będzie lepiej. Dałem się namówić i przemoczeni poszliśmy spać.
DSC_0542.JPG
O 3 zaczynała się rozwidniać. Spanie w samochodzie nie należy do najprzyjemniejszych i marzyłem o wyprostowaniu nóg. Ale najpierw musiałem się ubrać w mokre ubrania. Zarzuciliśmy wędki i mimo ciągle panujących ciemności zauważyłem pierwsze branie Po chwili pierwszy leszcz zameldował się na brzegu. Jeszcze nie zdążyłem pochwalić się bratu jak zauważyłem, że On również podbiera leszcza. Nie były to wielkie sztuki ale cieszyły. Od czwartej do 7 nie padało wcale. Leszcze brały coraz częściej w tym takie powyżej 50 cm. Już prawie zapomniałem o wczorajszym pechowym dniu. Nawet o głodzie zapomniałem. Niestety szczęście nie trwało długo. Powrócił deszcz i trwał do godziny 11. Stwierdziłem że pora się zmywać ale brat nalegał na to żebym jeszcze wytrzymał 15min. Przemoczony do suchej nitki, zmarznięty, głodny i niewyspany skoczyłem jak tygrys gdy wędka po raz kolejny się nagięła. Kolejny leszcz tym razem 58cm ląduje w podbieraku.

Do domu wróciłem zmarnowany jak nigdy ale jednak szczęśliwy. Już na początku sierpnia wyprawa kilkudniowa i jedno wiem na pewno nie może być gorzej niż w poprzedni weekend.




środa, 6 czerwca 2018

Wiślane leszcze

Wiślany lesz

Leszcz to ryba pełna sprzeczności. Z jednej strony sztuki do 40 cm poddają się praktycznie bez walki co nie przynosi im miana sportowych ryb. Z drugiej strony sztuki powyżej 50cm potrafią już dać popalić. Wystarczy, że taka łopata stanie w poprzek nurtu i sam nurt robi robotę. Z jednej strony ma ościste mięso ale z drugiej podobno bardzo smaczne. To sprawia, że przez jednych jest łowiony chętnie, a inni trochę nim pogardzają. Jednak każdy kto nauczy się łowić ładne leszcze na pewno im nie odpuści.
Przez wiele sezonów rzeczny leszcz, zwłaszcza ten duży był dla mnie tylko przyłowem. Jego przyzwyczajenia, trasy i menu długo pozostawały dla mnie tajemnicą. W poprzednim sezonie razem z bratem znaleźliśmy miejsce, które pozwoliło nam wiele zrozumieć. W tym sezonie zaczęło się już poważne łowienie. Padło wiele sztuk powyżej 55cm. Pokrótce chciałbym opisać jak łowię leszcze.





Miejsce,
Wybieram miejsce gdzie w pobliżu głębokiego dołka za zwolnienia nurtu z płytszymi partiami wody. Bardzo dobrym miejscem są napływy główek oraz woda tuż za nimi. Świetne są okna, czy klatki z przerwanymi fragmentami. Zwłaszcza wiosną są pełne leszczy. Leszcz po tarle na płytkich klatkach odpoczywa w głębszej wodzie ale w pobliżu wypłyceń, na które wychodzi na żer. Najważniejsze to znaleźć trasę, którą łopaty wychodzą na pastwisko. Te wskazówki dotyczą łowienia wiosną i wczesnym latem. W pełni lata i początkiem jesieni leszcz zmienia swoje stanowiska i przenosi się na otwartą wodę ale to już temat na inny wpis.




Pora łowienia
To w dużej mierze zależy od wody i pogody ale u mnie najlepszym okresem połowu leszczy jest czas po zachodzie słońca i wczesny ranek. I nie mam tu na myśli godziny 5 czy 6 a raczej 3. Oczywiście zdarza się, że biorą w innych godzinach ale nie są to już tak intensywne brania. Wczesne godziny brań kiedy słońce jeszcze nie wschodzi są powodem, że wielu wędkarzy nie może złowić leszcza nawet jeśli łowią w dobrym miejscu. Po prostu nad wodę przybywają zbyt późno.

Nęcenie
Bardzo istotne jest odpowiednie nęcenie. Bez nęcenia stado leszczy przepłynie przez nasze zestawy. Weźmie jeden czy dwa i po łowieniu. Jeśli odpowiednio zanęcimy leszcz zostanie na dłużej w łowisku i jest szansa na kilka ładnych sztuk. Do nęcenia używam zanęty MVDE Gold Pro Bream Classic w połączeniu 1:1 z River Ace, która równocześnie robi za klej. Do tego kukurydza z puszki. Duża ilość kukurydzy. Wszystko to zalewam atraktorem Robinson Corn







MVDE Gold-Pro Bream Classic

Przynęta
Tu nie ma wielkiej filozofii. Wystarczą zwykłe białe robaki po kilka na haku. Świetne są też kukurydza i kulki Carpex Mini Boilies Sweet Corn.



Carpex Mini Boilies

Sprzęt jakim łowię
Zestaw 1
Robinson Stinger Picker 300cm c/w 0-30g
Kołowrotek Robinson Dakota
Żyłka VDE- Robinson Team Pro Feeder  0,2
Koszyczek Robinson ECO 25g
Haczyk Robinson Titanium Kaizu 235 BN nr 8

Zestaw 2
Robinson Red Star Picker 300cm c/w up 35g
Kołowrotek FD Acustik Feeder
Żyłka VDE- Robinson Team Pro Feeder  0,2
Koszyczek Robinson ECO 25g
Haczyk Robinson Titanium Tango 130G nr 10

Do łowienia leszczy nie potrzeba wyszukanego sprzętu. Tam gdzie ja łowię najistotniejszy jest przypon. W spowolnieniach nurtu często zbierają się szczeżuje dlatego nie stosuje przyponów z żyłki, które potrafią się przetrzeć. Raczej stosuje plecionkę lub fluorocarbon.