czwartek, 28 września 2017

Polsping - mors

Dzień zaczął się jak zwykle. Wczesnym rankiem wychodzę na schody przed mieszkaniem. Siadam na zimnym cemencie i zakładam schodzone mocno już trampki. Chłonę przy tym pierwsze promienie słońca i poranne śpiewy ptactwa. Sennym wzrokiem spoglądam przed siebie, na drogę wiodącą wzdłuż pobliskiego starorzecza... A to co? Sąsiad z wędką w ręku pędzi rowerem, polną dróżką, niczym rycerz z kopią. Trzeba to sprawdzić
Bez namysłu popędziłem za nim. Kiedy go dogoniłem rozkładał już sprzęt nad wodą. Spojrzałem na koniec zestawu. Coś mi nie pasowało. Do tej pory zaznajomiony byłem tylko z metodami spławikową i gruntową. A tu jakieś świecidełko na końcu zestawu. Pofalowana blacha. No i poleciała seria pytań a co to? A po co? A jak? Sąsiad cierpliwie tłumaczył jednocześnie demonstrując. Rzucasz i powoli ściągasz kołowrotkiem. Szczupak myśli, że to mała ryba i atakuje, Zacinasz i masz rybę. Uznałem to za żart. Przecież szczupaki nie jedzą metalu i się na to nie nabiorą. Po co miały by to atakować? – spytałem. Nie doczekałem odpowiedzi bo rozmowę przerwał głośny plusk. Pierwszy szczupak już zbliżał się do brzegu.



W tym momencie zapragnąłem zostać spinningistą. Podpytałem o zestaw. Dowiedziałem się, że wszystko można kupić na bazarku. Łącznie z przynętą z tym, że takiej jak on ma nie dostanę bo tą sam klepał z wieczek puszek po konserwach. Minęło kilka dni i byłem już szczęśliwym posiadaczem zestawu spinningowego z blachą firmy Polsping - Mors 2. Pobiegłem nad wodę wykonałem dziesiątki rzutów i nic. Kolejne dni również bez efektu. Zrezygnowałem ze spinningu.



Minęły 3 lata. Lata doświadczeń w spławiku i lata książkowej teorii na temat spinningu. Wygrzebałem z szafy swój zestaw spinningowy z lekko przyrdzewiałą blachą. Zabrałem nad wodę i znów wykonywałem dziesiątki rzutów. Na pierwszą zdobycz musiałem czekać kilka dni ale było warto. Szczupak i to od razu wymiarowy. Od tamtego czasu nie porzuciłem już spinningu ani mojej starej przynęty.
Dziś rynek przynęt spinningowych pęka w szwach. Mamy gumy, woblery, blachy, cykady, obrotówki i wiele innych. A wszystkie coraz bardziej przypominają żywą rybę.
Są zbiorniki gdzie drapieżniki są już „najedzone” gumami i na gumę ciężko skusić rybę. Wahadłówka co innego. Zapomniana już przez wędkarzy przynęta naszych dziadków nie znudziła się rybom i wciąż jest łowna.

Nadeszła wiosna.
Maj to dla wielu miesiąc szczupaka i bolenia. Dla mnie również. Zakładam wtedy na koniec linki moją sprawdzoną przynętę. Mors 2. Jest równie skuteczny na szczupaki co bolenie. Także zmieniając swój cel nie muszę zmieniać przynęty.
Oprócz tego, że umiejętnie prowadzona wahadłówka potrafi skutecznie sprowokować do brania różne drapieżniki ma inne zalety.
Trwałość. Nie tak jak guma, która potrafi zostać poszarpana po pierwszym ataku zębacza. Nie tak jak wobler który potrafi stracić ster czy zostać podziurawiony. Jest praktycznie niezniszczalna. Nawet po wielu latach w pudełku po wymianie kotwiczki nadal jest jak nowa. A niewielkie naloty rdzy nie wpływają negatywnie na brania.



Waga a co za tym idzie odległość na jaką można ją podać. Duża waga przy małej powierzchni sprawiają że możemy posłać ją na dziesiątki metrów co przy połowie boleni może mieć wielkie znaczenie.
Cena. Skuteczna przynęta za kilka zł. Czego chcieć więcej.
To nie wszystkie zalety wahadłówek. Dla mnie jedną z ważniejszych jest sposób w jakie atakują je bolenie. Kiedy upatrzę już jakąś żerującą rapę, w miejsce najczęstszych ataków, posyłam Morsa. Wahadłówka czasem robi tak zwaną „kaczkę” odbija się od tafli wody i spada metr czy dwa dalej. Jeśli boleń jest w pobliżu to mamy ciekawe widowisko. Zazwyczaj najpierw uderza w wahadłówkę kiedy ta pierwszy raz styka się z wodą. Jeśli nie się nie zapnie poprawia za chwilę kiedy wahadłówka znów dotyka wody. To są naprawdę widowiskowe brania, które ciężko zaobserwować łowiąc np woblerami.
Równie widowiskowa jest zabawa z Morsem 1 na przelewach. Wiosenne klenie również potrafią dostarczyć wielu emocji.


W późniejszych miesiącach Morsy wleczone przy dnie mogą obdarować nas ładnymi sandaczami czy sumami.