czwartek, 28 września 2017

Polsping - mors

Dzień zaczął się jak zwykle. Wczesnym rankiem wychodzę na schody przed mieszkaniem. Siadam na zimnym cemencie i zakładam schodzone mocno już trampki. Chłonę przy tym pierwsze promienie słońca i poranne śpiewy ptactwa. Sennym wzrokiem spoglądam przed siebie, na drogę wiodącą wzdłuż pobliskiego starorzecza... A to co? Sąsiad z wędką w ręku pędzi rowerem, polną dróżką, niczym rycerz z kopią. Trzeba to sprawdzić
Bez namysłu popędziłem za nim. Kiedy go dogoniłem rozkładał już sprzęt nad wodą. Spojrzałem na koniec zestawu. Coś mi nie pasowało. Do tej pory zaznajomiony byłem tylko z metodami spławikową i gruntową. A tu jakieś świecidełko na końcu zestawu. Pofalowana blacha. No i poleciała seria pytań a co to? A po co? A jak? Sąsiad cierpliwie tłumaczył jednocześnie demonstrując. Rzucasz i powoli ściągasz kołowrotkiem. Szczupak myśli, że to mała ryba i atakuje, Zacinasz i masz rybę. Uznałem to za żart. Przecież szczupaki nie jedzą metalu i się na to nie nabiorą. Po co miały by to atakować? – spytałem. Nie doczekałem odpowiedzi bo rozmowę przerwał głośny plusk. Pierwszy szczupak już zbliżał się do brzegu.



W tym momencie zapragnąłem zostać spinningistą. Podpytałem o zestaw. Dowiedziałem się, że wszystko można kupić na bazarku. Łącznie z przynętą z tym, że takiej jak on ma nie dostanę bo tą sam klepał z wieczek puszek po konserwach. Minęło kilka dni i byłem już szczęśliwym posiadaczem zestawu spinningowego z blachą firmy Polsping - Mors 2. Pobiegłem nad wodę wykonałem dziesiątki rzutów i nic. Kolejne dni również bez efektu. Zrezygnowałem ze spinningu.



Minęły 3 lata. Lata doświadczeń w spławiku i lata książkowej teorii na temat spinningu. Wygrzebałem z szafy swój zestaw spinningowy z lekko przyrdzewiałą blachą. Zabrałem nad wodę i znów wykonywałem dziesiątki rzutów. Na pierwszą zdobycz musiałem czekać kilka dni ale było warto. Szczupak i to od razu wymiarowy. Od tamtego czasu nie porzuciłem już spinningu ani mojej starej przynęty.
Dziś rynek przynęt spinningowych pęka w szwach. Mamy gumy, woblery, blachy, cykady, obrotówki i wiele innych. A wszystkie coraz bardziej przypominają żywą rybę.
Są zbiorniki gdzie drapieżniki są już „najedzone” gumami i na gumę ciężko skusić rybę. Wahadłówka co innego. Zapomniana już przez wędkarzy przynęta naszych dziadków nie znudziła się rybom i wciąż jest łowna.

Nadeszła wiosna.
Maj to dla wielu miesiąc szczupaka i bolenia. Dla mnie również. Zakładam wtedy na koniec linki moją sprawdzoną przynętę. Mors 2. Jest równie skuteczny na szczupaki co bolenie. Także zmieniając swój cel nie muszę zmieniać przynęty.
Oprócz tego, że umiejętnie prowadzona wahadłówka potrafi skutecznie sprowokować do brania różne drapieżniki ma inne zalety.
Trwałość. Nie tak jak guma, która potrafi zostać poszarpana po pierwszym ataku zębacza. Nie tak jak wobler który potrafi stracić ster czy zostać podziurawiony. Jest praktycznie niezniszczalna. Nawet po wielu latach w pudełku po wymianie kotwiczki nadal jest jak nowa. A niewielkie naloty rdzy nie wpływają negatywnie na brania.



Waga a co za tym idzie odległość na jaką można ją podać. Duża waga przy małej powierzchni sprawiają że możemy posłać ją na dziesiątki metrów co przy połowie boleni może mieć wielkie znaczenie.
Cena. Skuteczna przynęta za kilka zł. Czego chcieć więcej.
To nie wszystkie zalety wahadłówek. Dla mnie jedną z ważniejszych jest sposób w jakie atakują je bolenie. Kiedy upatrzę już jakąś żerującą rapę, w miejsce najczęstszych ataków, posyłam Morsa. Wahadłówka czasem robi tak zwaną „kaczkę” odbija się od tafli wody i spada metr czy dwa dalej. Jeśli boleń jest w pobliżu to mamy ciekawe widowisko. Zazwyczaj najpierw uderza w wahadłówkę kiedy ta pierwszy raz styka się z wodą. Jeśli nie się nie zapnie poprawia za chwilę kiedy wahadłówka znów dotyka wody. To są naprawdę widowiskowe brania, które ciężko zaobserwować łowiąc np woblerami.
Równie widowiskowa jest zabawa z Morsem 1 na przelewach. Wiosenne klenie również potrafią dostarczyć wielu emocji.


W późniejszych miesiącach Morsy wleczone przy dnie mogą obdarować nas ładnymi sandaczami czy sumami.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Pod prąd za boleniem



Wielu wędkarzy i poradników wędkarskich radzi aby na rzece łowić idąc z nurtem. Bardzo ułatwia to łowienie. Pływające przynęty możemy puszczać z nurtem rzeki na znaczne odległości. Ten zabieg pozwala nam sięgnąć ryby np małymi woblerkami zbyt lekkimi aby daleko nimi rzucić. Kolejnym atutem takiego łowienia jest praca przynęt. Po pierwsze w wartkim nurcie przynęty pracują nawet wtedy gdy nie zwijamy linki, po drugie prowadząc pod prąd praktycznie każda przynęta ma agresywną pracę.
Dodaj napis

Stanąłem swego czasu nad płytkim przelewem. Biegnąca wzdłuż Wisły opaska w pewnym miejscu była przerwana a drapieżniki w tym miejscu raz po raz atakowały drobnicę. Rzucałem z nurtem, jak poradniki nakazywały, i ściągałem tak aby przynęta pracowała na całej szerokości przelewu. Po kilkudziesięciu rzutach zacząłem wątpić w sukces i zamierzałem udać się w inną miejscówkę. Woda na oknie za przelewem była płytka więc brodząc przedostałem się na drugi koniec przelewu. Kilka uderzeń drapieżników na drobnicę skusiło mnie aby rzucić na przelew jeszcze raz. Stałem już poniżej przelewu więc zmuszony byłem rzucać pod prąd. Już po kilku ruchach korbą nastąpiło pierwsze branie i po chwili lądowałem pierwszego niewielkiego bolenia. W drugim rzucie sytuacja się powtórzyła i kolejny identyczny bolek w moich rękach. Jeszcze kilka rzutów i trzecia rapa na haku. Sytuacja ta nakazała mi zweryfikować wszystkie dotychczasowe przekonania dotyczące łowienia w nurcie rzeki.

W górę opaski za boleniem
Bolenia łowię najczęściej na kamiennych opaskach chodząc w innym kierunku niż większość wędkarzy. Łowiąc w ten sposób musimy być przygotowani na kilka niedogodności, które w pełni zostaną wynagrodzone ilością brań.

Pierwszym problemem mogą okazać się celne rzuty.  Bolenie i klenie zazwyczaj czyhają na drobnicę nie dalej niż metr do półtora metra od opaski. Jedną z częściej powtarzanych teorii przy połowach boleni jest teoria dalekiego rzutu. Boleń płochliwa ryba musi być łowiony ze znacznej odległości. Są od tej reguły wyjątki ale jest to słuszna zasada. Schody zaczynają się gdy mamy rzucić daleko i na dodatek około metr od kamiennej opaski.

Co jeśli mamy problemy z celnymi rzutami? Jeśli rzucimy w kierunku środka rzeki to nic złego się nie dzieje. Gorzej w przypadku kiedy zawieje a przynęta raz po raz trafia w kamienie. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć co się dzieje z delikatnym woblerem rzucanym o kamienie. Przynęta zatem musi być mocna i odporna na uderzenia.

Ważna jest praca przynęty, która prowadzona z nurtem musi pracować. Na szczęście łowiąc bolenie możemy pozwolić sobie na dość szybkie zwijanie linki.

Bardzo istotne w takim łowieniu są buty. Może się to wydać śmieszne ale nie jest. Nie będzie śmiesznie kiedy ktoś powędruje dwa kilometry po kamieniach a buty nie wytrzymają ich ostrych krawędzi i częstego moczenia. Jednego razu odpruła mi się podeszwa, byłem dwa kilometry od najbliższej ścieżki do cywilizacji, zastała mnie noc a ja „na macanego” gołą stopą przeszedłem ten odcinek – nikomu nie polecam takich przygód. Dlatego na kamieniach mocne buty z grubą podeszwą to podstawa wyposażenia wędkarskiego.



Żeby jednak Was nie zniechęcać takie łowienie ma też plusy.
Każde nieuważne postawienie nogi może spowodować, że kamień czy gałąź lądują w wodzie. Wzburzają osad, który płynąc w dół rzeki ostrzega ryby wzbudzając w nich większą czujność.  Łowiąc pod prąd nie mamy z tym problemu, wszystko spływa w obłowione już fragmenty. Dodatkowo zaczepiona gałązka ciągnięta pod prąd od razu pali nam miejscówkę, gałąź płynąca z nurtem pod nasze nogi nie jest niczym nadzwyczajnym i nadal mamy szanse w takim miejscu na sukces.
Kolejnym plusem są widowiskowe ataki boleni. Blisko kamiennej opaski zazwyczaj jest płytko, boleń startujący z płycizny w kierunku naszej przynęty wystarczająco podnosi adrenalinę. Oprócz tego, że ataki są widowiskowe są bardzo częste a stanowiska żerujących boleni gęste. Zdarzało mi się, że wyciągałem  3 bolenie powyżej 50cm obławiając zaledwie 50m opaski.

Sprzęt jakim łowię:
Jak dotąd ulubionym kijem pod bolenia był Robinson Dynamic HS 270cm, 7-15g
Przeżył swoje i w tym roku udał się na generalny remont a zastąpił go Sashima Trout Spin 229cm 3-15g.
Do zestawu dopasowałem Robinson Dual MG 257
Przynętą, która od dwóch sezonów jest niezastąpiona w takim łowieniu jest Strike Pro Montero. Bardzo ładnie pracuje ciągnięty z prądem. Co bardzo istotne jest bardzo odporny na uderzenia. Na każdym wypadzie ląduje mnóstwo razy na kamieniach, które nie robią na nim wrażenia.
Jeśli ktoś nie próbował, gorąco polecam łowienie pod prąd.



poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Robinson Dakota 206

Przeglądając fora internetowe o tematyce wędkarskiej w oczy rzuca się ilość zapytań o tani a dobry sprzęt. Najlepiej w cenie do 100zł. Dużo osób zaczynających przygodę z wędkarstwem nie wydaje od razu na sprzęt miesięcznych zarobków. Na początek poszukują czegoś taniego, wydatku którego nie będzie im żal w przypadku kiedy wędkarstwo nie wciągnie ich całkowicie. Jedną z propozycji która często pojawia się w odpowiedziach jest kołowrotek Robinson Dakota. Postanowiłem sprawdzić na własnej skórze co jest wart ten niedrogi kołowrotek. Jego cena w zależności od sklepu waha się od 70-80zł.

 
Po tak niskiej cenie nie spodziewałem się fajerwerków. Jednak pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. Kołowrotek dobrze spasowany. Nic nie odstaje, w obudowie nie ma szczelin czy luzów. Kolorystycznie też ładnie spasowany. Biel i czerń zawsze dobrze ze sobą się komponują. Dzięki temu oraz wzmocnionemu pogrubionemu kabłąkowi kołowrotek wygląda nowocześnie.
Nawój linki, w moim przypadku żyłki uważam za dobry. Nie jest to idealny nawój ale po tak tanim kołowrotku nie spodziewałem się niczego lepszego. Jestem wręcz zaskoczony ,że jest tak dobry.
Kołowrotek początkowo zgodnie z przeznaczeniem podczepiony był do kija spinningowego – Sashima Trout Spin w późniejszym czasie aby poddać go cięższym warunkom do lekkiej gruntówki Stinger Picker. Przy wędce spinningowej pracował pod niewielkimi wahadłówkami i gumami na główkach do 8g. Sprawdzany był na wodzie stojącej jak i na rzekach. Pod wędką spinningową pracował bez zarzutów. Bez szmerów, bez zacięć, cały mechanizm pracuje lekko i przyjemnie. Co istotne bardzo dobrze spisywał się przedni hamulec. Regulacja hamulca jak i oddawanie linki bez zacięć.
Do pickera założyłem ciężarek 30g. Pod samym obciążeniem ciężarka kołowrotek pracował równie dobrze jak pod spinningiem. Dopiero pod rybą czy holowanym zielskiem zaczynały byś słyszalne niewielkie szumy. Przypomnę iż łowiłem kołowrotkiem 206. Myślę, że pod 306 czy nową 406 nie było by problemu szumów pod większym ciężarem.
Reasumując za około 75 zł możemy dostać ładnie prezentujący się i dobry kołowrotek. Kołowrotek z 6 łożyskami, duraluminiową szpulą i grafitową szpulą zapasową. A na to wszystko producent daje 5 lat gwarancji. Moim zdaniem jest to bardzo dobry wybór dla początkujących wędkarzy. Dakocie nie będzie straszny spinning i spławik a i przy lekkim gruncie sobie poradzi.





Poniżej kilka danych od producenta:
Właściwości
•    6 łożysk
•    Łożysko oporowe
•    Komputerowo wyważony rotor
•    Duraluminiowa, dwukolorowa, anodyzowana szpula
•    Grafitowa szpula zapasowa
•    Wzmocniony, rurkowy kabłąk
•    Ergonomiczny, antypoślizgowy uchwyt korbki typu „soft rubber”
•    Precyzyjny multitarczowy hamulec
•    Możliwość przełożenia rączki lewo/prawo
Specyfikacje
Model/waga    Ilość łożysk    Pojemność szpuli    Przełożenie / nawój
FD 206 / 255g    5+1    0,20mm – 200m    5,2:1 / 60cm
FD 306 / 265g    5+1    0,25mm – 200m    5,2:1 / 63cm
FD 406 / 271g    5+1    0,30mm – 200m    5,2:1 / 65cm


wtorek, 22 sierpnia 2017

Sashima Trout Spin 229cm 3-15g

Nie wiem czy też tak macie ale ja nie mogę przejść czy przejechać obok wody obojętnie. Jeśli tylko mogę to choć na chwile zatrzymuję się nad nią i obserwuje. Zastanawiam się jakie ryby w sobie kryje, gdzie można by je złowić i na jakie przynęty. Oczami wyobraźni widzę siebie łowiącego nad tą wodą.

Tak się złożyło, że ostatnio trochę więcej jeżdżę po Polsce samochodem i mam okazję takich zbiorników widzieć wiele. Pomyślałem, że warto byłoby mieć w samochodzie na stałe jakiś spinning aby nawet dla rozprostowania nóg czy pleców wysiąść na chwilę z samochodu i zamienić wyobrażenia w czyn.
Nie chciałem też do samochodu pakować kilku kijów, potrzebowałem jednego, takiego którym „obsłużę” jak najwięcej gatunków. Długo zastanawiałem się nad tym jednym kijem. Zależało mi aby był krótki, żebym nie musiał składać siedzenia i spokojnie zmieścił go w bagażniku. Przejrzałem pudełka z przynętami i stwierdziłem ,że ogromna większość nie przekracza wagowo 15g i to był dla mnie kolejny z wyznaczników.
Na rok 2017 Robinson wypuścił serie kijów spinningowych Sashima. Opisane jako hit oferty spinningowej ultralekkie i szybkie a zarazem bardzo wytrzymałe. Wśród nich znalazłem wędkę która wpasowała się w moje wymagania. Sashima Trout Spin 229cm 3-15g.
Od wczesnej wiosny kij jeździ ze mną w każdą podróż i razem „zdobywamy” nowe wody. Kij zgodnie z zapewnieniem producenta jest lekki, waga mojego modelu to zaledwie 118g. Niewielka długość kija jak i Ne rękojeść jest wygodna i dobrze się trzyma w dłoni zarówno podczas zarzucania jak i holu ryby. Wędka uzbrojona jest w przelotki typu SIC na stopkach K-koncept, których kształt sprawia, że nie owija się wokół nich linka.


Kij kolorystycznie prezentuje się bardzo elegancko. Czerń i biel do siebie pasują. Wykończenie również jest bardzo staranne. Nie ma nadlewek lakieru. W moim modelu można by się przyczepić jedynie „koślawej” trójce w oznaczeniu gramatury kija.
Sashima jest  szybkim kijem o szczytowej akcji, dopiero pod szczupakami 60+ zaczynał pracować coraz głębiej. Szybkość i wytrzymałość zawdzięcza wysokomodułowemu węglowi o współczynniku sztywności 48 mln PSI, z którego jest zbudowana.
Dotychczas naszym łupem głównie padały niewielkie okonie, do których łowienia używałem ripperów na główkach 3-4g. Zarzucanie takimi przynętami nie stanowiło problemu,  bez  wysiłku można posłać nim taką przynętę na zadowalającą odległość. Poza niewielkimi okonkami na wędce uwieszało się mnóstwo szczupaczków z których największy miał niewiele ponad 60cm. Do łowienia szczupaków używałem wahadłówek, ripperów, gumowych frogów oraz obrotówek o rozmiarach do 3. Przy 15g wahadłówkach a więc na granicy zalecanego cw nie miałem wrażenia jakoby to była maksymalna jej moc. Myślę, że z niewiele cięższymi przynętami również by sobie poradziła. Komfortowo łowi się obrotówkami nr 3 nawet w nurcie rzeki. Kij jest na tyle sztywny, że nie wygina się pod pracującą przynętą i cały czas można ją kontrolować.








Według producenta wędka jak sama nazwa wskazuje przeznaczona jest do połowu pstrągów, kleni i jazi. Z doświadczenia wiem, że radzi sobie z szczupakami i średnimi boleniami łowionymi na woblery. Jak możemy zobaczyć na stronie robinson.pl czy w katalogu producent nazywa wędkę ekskluzywną. Myślę, że to trochę nietrafione pojęcie. Wędka jest naprawdę elegancka i solidna jednak cena to tylko 200zł a ekskluzywność kojarzy się raczej z przedmiotem przeznaczonym dla wąskiej grupy wędkarzy.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Robinson Dual MG 257


Na rok 2016 Robinson wprowadził kołowrotek z możliwością zmiany przełożenia. Musiałem to przetestować. Od początku sezonu podczepiony był do kija spinningowego a sporadycznie do lekkiego feedera i matchówki.


Część wędkarzy jedzie nad wodę z określonym i  z góry założonym planem połowu konkretnego gatunku. Ja do nich nie należę. Lubie pojechać nad Wisłę, chwile nad nią posiedzieć i poobserwować nawadniając przy tym organizm. Po krótkich obserwacjach wyciągam wnioski i układam plan działania. Czasem za cel obieram atakujące na przelewach klenie i jazie, czasem szczupaki z klatki a jeszcze innym razem bolenie 

z warkocza. Wydawałoby się, że ciężko pogodzić te wszystkie gatunki jednym kołowrotkiem i będzie trzeba zaopatrzyć się na wypad w dwa a nawet trzy kołowrotki. Niekoniecznie. Właśnie tu z pomocą przychodzi Robinson Dual MG. Kołowrotek ze zmiennym przełożeniem i dwiema szpulami zapasowymi.

Pierwsze wrażenie.

Mechanizm zmiany przełożenia nie razi w oczy choć jest zauważalny. Ładnie wkomponowany jest w kołowrotek i umiejscowiony przy łączeniu korbki z korpusem. Kołowrotek wygląda bardzo elegancko 

i solidnie. Jest dobrze spasowany.



Praca.

Jeżeli chodzi o pracę tego kołowrotka to chyba wypada zacząć od zmiany przełożenia. Zmiana przełożenia działa. Bez problemu jednym płynnym ruchem palców możemy zmienić przełożenie. Zazwyczaj przełożenie ustawiałem tuż przed rozpoczęciem łowienia ale można to zrobić również w trakcie. Na chwilkę puszczamy korbkę, przekręcamy pokrętło i już z 4,7:1 mamy 6,7:1. Jeżeli chodzi o pracę kołowrotka to jest ona bardzo cicha i płynna. Łowiłem nim zarówno w lecie w upalne dni jak i w listopadzie w temperaturach bliskich 0 stopni. Hamulec działa płynnie bez przeskoków. Jednym z większych atutów tego kołowrotka jest nawój. Moim zdaniem nawojem dorównuje droższym kołowrotkom.




Reasumując.

Za niewielką cenę bo około 180zł możemy mieć naprawdę solidny kołowrotek. Uniwersalny kołowrotek, który sprawdzi się nie tylko w spinningu. Kołowrotek mocny i solidny. 6 łożysk kulkowych plus jedno oporowe, przekładnia z mosiądzu i aluminiowa korbka. Do tego dwie zapasowe szpule w tym jedna 

z duraluminium druga  grafitowa. No i co bardzo ważne 5 lat gwarancji. Osobiście jestem z niego bardzo zadowolony i na dobre zadomowił się przy moim „ uniwersalnym” zestawie.

Kilka danych od producenta.

Właściwości
•    7 łożysk
•    Łożysko oporowe
•    Komputerowo wyważony rotor
•    Aluminiowa rączka typu CNC
•    Duraluminiowa, dwukolorowa, anodyzowana szpula
•    Duraluminiowa, dwkolorowa, anodyzowana matchowa szpula zapasowa
•    Grafitowa szpula zapasowa
•    Wzmocniony, rurkowy kabłąk
•    Ergonomiczny, antypoślizgowy uchwyt korbki typu soft rubber
•    Precyzyjny multitarczowy hamulec
Model    Ilość łożysk    Pojemność szpuli    Przełożenie
FD 207    6+1    0,20 mm – 200 m    6,7:1 i 4,7:1
FD 257    6+1    0,25 mm – 200 m    6,7:1 i 4,7:1
FD 307    6+1    0,30 mm – 235 m    6,3:1 i 4,3:1

czwartek, 3 sierpnia 2017

Obrotówka - przynęta lata

Dla wielu spinningistów lato to trudna pora roku. Wiosną ryby zwiększają aktywność i najadają się po zimowym poście i wiosennym tarle. Jesienią drapieżniki robią zapasy na zimę. A czym charakteryzuje się lato? Zazwyczaj susza i niski poziom wód. Do tego bujna roślinność utrudniająca łowienie a ryby ospałe od ciepłej, słabo natlenionej wody i zakwitu glonów.

Część spinningistów w tym okresie przerzuca się na metodę gruntową czy spławikową, inni przestawiają się na nocny tryb życia. Ja natomiast wybrałem obrotówki zwane także wirówkami. Spróbuję w kilku zdaniach wytłumaczyć dlaczego one.

przynęty sztuczne, wirówki

Dla początkujących
Jednym z pierwszych kryteriów jakimi kierowałem się na początku swojej wędkarskiej „kariery” była po prostu niska cena. Tak jak kiedyś tak i dziś obrotówki to jedne z najtańszych przynęt. Nawet jeśli ktoś znajduje łowne gumy tańsze od obrotówek to dokładając do nich główki i krótką żywotność przynęty koszt znacznie się zwiększa. Obrotówki natomiast są praktycznie niezniszczalne. Jeśli nie urwiemy na zaczepie i odpowiednio przechowujemy tak aby nie zjadła jej rdza to może być przynętą dożywotnią. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę wymianę kotwiczek.
Przynęta ta jest mało wymagająca jeśli chodzi o umiejętności wędkarza i świetnie nadają się dla początkujących. Nie ma wielkiej filozofii w jej prowadzeniu i do skutecznego łowienia wystarczy zwykłe jednostajne zwijanie linki kołowrotkiem. Jeśli do tego dołożymy zwalnianie, przyspieszanie czy nawet zatrzymywanie zwijania np. w nurcie rzeki możemy skusić naprawdę leniwe drapieżniki. Co istotne nawet kiedy obrotówka złapie kotwiczką podczas zwijania jakieś kawałki trawy czy listka to nadal skrzydełko będzie pracować i możemy liczyć na branie. Natomiast wahadło czy wobler zazwyczaj w takiej sytuacji całkowicie traci swoją pracę.

Na płytką zarośniętą wodę.
Daleko mam do głębokich jezior. Zazwyczaj wędkuję na rzekach, które są bardzo podatne na suszę oraz na płytkich wodach stojących, które lubią w lecie zarosnąć i tym samym chronić ryby przed wędkarzami. W obydwu przypadkach świetnie sprawdzają się obrotówki. Prowadzone szybko lub z wysoko uniesioną szczytówką pracują tuż pod powierzchnią. Można spokojnie obławiać rzeczne płycizny w poszukiwaniu kleni czy boleni a także prowadzić nad dywanem roślinności wodnej w poszukiwaniu okoni czy szczupaków. Nawet jeśli na tafli wody pojawiają się niewielkie skupiska roślin można spokojnie obławiać takie miejsca obrotówkami. W momencie kiedy obrotówka zbliża się do przeszkody unoszę szczytówkę i przyspieszam prowadzenie. W odpowiednim momencie szarpię kijem i obrotówka wyskakując z wody przelatuje nad przeszkodą. Często brania następują po jej wpadnięciu do wody tuż za przeszkodą z roślinności.

Skąd skuteczność?
Producenci przynęt wędkarskich prześcigając się w zdobywaniu zbytu tworząc coraz to bardziej realistycznie wyglądające przynęty. Woblery czy gumy nieraz wyglądają niemal identycznie jak ryby stanowiące pokarm drapieżników. A obrotówka? Od zawsze wyglądała tak samo. Drucik i wirujące skrzydełko. Czy to wygląda jak niewielka rybka? Wirówki kuszą drapieżniki wytwarzaną silną fala hydroakustyczną. Wyciągają drapieżniki ze swoich kryjówek, budzą ospałe osobniki. Obrotówkę potrafią zaatakować nie tylko głodne osobniki ale też te , które rozwścieczone tą silną falą próbują przegonić intruza. Zapewne duży wpływ ma to iż obrotówki powoli idą w zapomnienie i nie opatrzyły się jeszcze drapieżnikom.
                         
Modyfikacje
Każdą przynętę można poprawić wedle własnego uznania i podobnie jest z obrotówkami. Oprócz malowania skrzydełka na kolory, które według nas będą bardziej odpowiadały rybom możemy zwiększyć ich skuteczność dodawaniem kolorowych koralików czy chwostów na kotwiczce. Zasięg czy głębokość pracy obrotówki można zwiększyć zaciskając śrucinę bezpośrednio na drucie lub na przyponie tuż przed przynętą

środa, 5 lipca 2017

Acustik Feeder - kołowrotek z sygnalizatorem brań





Przeglądając nowości sprzętowe Robinson na 2017 rok natrafiłem na kołowrotek Acustik z wbudowanym sygnalizatorem brań. Przyznam szczerze, że dotychczas nie spotkałem się z takim rozwiązaniem. Często łowię w nocy kiedy widoczność brań jest bardzo ograniczona dlatego z chęcią i nadzieją na idealne rozwiązanie sprawdzam każde takie nowinki. Postanowiłem sprawdzić też jak Acustik radzi sobie nad wodą.


Pierwszy kontakt z kołowrotkiem miałem na Rybomanii w Poznaniu. Tam mogłem dokładnie obejrzeć młynek i zdecydować czy przyda się w moim arsenale. Jak to zwykle bywa na pierwsze wrażenie składa się głównie wygląd. Korpus kołowrotka pokryty jest materiałem, który miał za zadanie być miękki w dotyku. Ja osobiście nie jestem z tych, dla których istotny jest efekt miękkości korpusu a matowa czerń tego materiału sprawiała jakby kołowrotek był zrobiony z plastiku. Po bliższych oględzinach okazało się, że to tylko pozory bo korpus kołowrotka zrobiony jest z grafitu. Szpula jest z duraluminium a przy dłuższym użytkowaniu matowość korpusu z błyszczącymi elementami komponuje się całkiem elegancko. Krótkie oględziny i rozmowa ze sprzedawcami, którzy kołowrotek już sprawdzali na własnej skórze przekonała mnie do niego.

Pierwsze wiosenne dni to pierwsze testy kołowrotka nad wodą. Zanim użyjemy kołowrotka trzeba nawinąć linkę. Sposób nawoju żyłki czy plecionki już może wiele powiedzieć o kołowrotku. W tym przypadku nawój jest równomierny i ładny, co można zobaczyć na zdjęciach, a to duży plus dla młynka. Acustik Feeder jest wyprodukowany głównie z myślą o wędkarzach gruntowych. Głęboka szpula mieści około 150 m żyłki 0,30 mm. Grafitowa szpula zapasowa jest głębsza i mieści aż 220m żyłki w rozmiarze 0,30mm. Kołowrotek nie jest ciężki, waży tylko około 330g i bardzo dobrze pracuje przy przełożeniu 5,0:1  podczas ściągania zestawów czy holu ryb. Jednak to nie praca kołowrota czy precyzyjny multitarczowy hamulec był głównym powodem tego, że trafił w moje ręce.



 Głównym powodem był wbudowany akustyczno-wizualny sygnalizator brań.
Alarm w kołowrotku włącza się w chwili brania kiedy napina się szczytówka, a żyłka uruchamia sygnalizację poprzez delikatne cofnięcie kabłąka kołowrotka. Oczywiście alarm można w każdej chwili włączyć i wyłączyć, służy do tego przycisk w obudowie. Jak alarm działa w praktyce? Już sprzedawcy powiedzieli mi, że kołowrotek nie piszczy podczas byle wiatru czy po uderzeniu fali w linkę. Rzeczywiście kołowrotek nie reaguje na delikatne ruchy. Drobne ryby takie jak ukleje, krąpie czy płocie nie były w stanie uruchomić alarmu. Alarm uruchamiał się dopiero pod braniami sztuk w granicy około 0,5kg. Osobiście uważam to za plus dla kołowrotka. Nie nastawiam się na łowienie krąpi nocą, w nocy liczę na większe sztuki i chyba nie zniósłbym ciągłego piszczenia w nocy. Myślę, że kołowrotek idealnie sprawdzi się w metodzie żywcowej. Żywiec nie uruchomi alarmu a branie drapieżnika będzie zasygnalizowane.  Minusem jaki zauważyłem jest brak sygnalizacji brań w sytuacji kiedy ryba ciągnie zestaw w kierunku wędkarza. Takie sytuacje zdarzają się jednak rzadko. Sygnalizator bardziej czuły jest pod plecionką niż rozciągliwą żyłką.


 
Po dwóch miesiącach użytkowania stwierdzam, że taki kołowrotek bardzo przyda się w moim arsenale. Za niewielką cenę około 110zł mam solidny młynek gruntowo żywcowy z pięcioletnią gwarancją, który w dodatku zasygnalizuje branie. Już nie mogę doczekać się kilkudniowych zasiadek kiedy jego dźwięk będzie rozbrzmiewał pod braniami.


 
Na koniec kilka informacji od producenta:
•    Wbudowany, akustyczno-wizualny sygnalizator brań
•    Lekka, grafitowa konstrukcja
•    6 łożysk
•    Igiełkowe łożysko oporowe
•    Wzmocniona przekładnia
•    Duraluminiowa, dwukolorowa, anodyzowana szpula z bezpiecznym klipsem
•    Grafitowa szpula zapasowa
•    Wzmocniony, rurkowy kabłąk
•    Rolka typu „kropla wody”
•    Ergonomiczny, antypoślizgowy uchwyt korbki typu „soft rubber
•    Komputerowo wyważony rotor
•    Precyzyjny, multitarczowy hamulec
•    Trwała sprężyna kabłąka
•    Możliwość przełożenia rączki lewo/prawo